poniedziałek, 1 lutego 2016

Strach i lęk ? A może zaufanie i szczęście?


     Wszystko dzisiaj zaczyna zmieniać swoje znaczenie, wartości, sens życia, przyszłość i nawet bliskość osób, które wydawałoby się, że nas kochają i nigdy nas nie opuszczą. Zmienia się zarówno perspektywa postrzegania i oceniania rzeczywistości, ale też i waga słów i obietnic. Zastanawiam się skąd te nagłe przemiany? Czy ludzie nie mają refleksji? To znaczy my, czy jesteśmy aż tak zepsuci? A może jednak nie są to zmiany tylko odwieczny strach i lęk człowieka o przyszłość? O to, aby przetrwać. Może chodzi tu o to, że każdy z nas potrzebuje mieć poczucie nie tylko bezpieczeństwa, ale też poczucie spełnienia i szczęścia? 
     Jestem przekonany, że problem leży w naturze człowieka i jego potrzebie zaufania komuś, kto jest godny tego zaufania. Dla chrześcijan tym kimś jest Bóg, uosobiony w Ojcu i Synu i Duchu Świętym. Jezus jest tym, do którego zwracamy się w chwilach zwątpienia i doświadczeń. Po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus spotyka się z uczniami i wśród nich jest apostoł Tomasz, który przeszedł do historii z powodu swojej niewiary. Jest on przykładem współczesnego człowieka, który nie potrafi uwierzyć Słowu jeśli wcześniej nie zobaczy tego, co jest obiektem wiary. Jezus udowodnił Tomaszowi, kim naprawdę jest. Pozwolił mu włożyć dłonie w swoje rany. Efektem tego było uwierzenie przez Tomasza i wyznanie: "Pan mój i Bóg mój". W odpowiedzi na to, Chrystus wypowiada słowa: "Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." Tomasz zobaczył i uwierzył. Jednak nie to jest głównym przesłaniem Pana. Błogosławieni, czyli szczęśliwi ci, którzy uwierzą a nie muszą widzieć. Można by rzec, szczęśliwy jesteś kiedy wierzysz w Chrystusa Pana. W tym nie ma miejsca ani na strach ani na lęk. Człowiek szczęśliwy to człowiek pozbawiony obaw o jutro. By jednak to odkryć musimy poznać Jezusa, spotkać się z Nim i żyć w Nim. Mieć relacje i codzienny kontakt. Jego Obecność zamienia lęk i strach w zaufanie i szczęście. Kluczem do tego jest wiara, której nie można gromadzić jak kapitał w banku, ale którą każdego dnia trzeba budować poprzez relację z Jezusem.