sobota, 13 grudnia 2014

Czy zielonoświątkowy znaczy anarchistyczny?

     Po wielu latach służby i życia z Bogiem, doszedłem do bardzo smutnej konkluzji, że otaczają nas często ludzie, którzy sprawiają pozory bardzo wierzących, ochrzczonych i naśladujących Chrystusa. Jednak po dłuższym przebywaniu w ich otoczeniu, niestety zaczynamy dostrzegać rzeczy, których nigdy nie chcielibyśmy zobaczyć. Największym problemem u tych osób, jest ich poczucie własnej wartości, które niestety wiąże się z tym, że stawiają oni siebie ponad innych i z czasem zaczynają negować ustalony przez Boga porządek w Kościele, doszukując się wszędzie zła, które ukryte pod płaszczem kościelnej struktury, czeka tylko, żeby ich wykorzystać. Wykorzystują moment, w którym uniesieni chwilowym zachwytem innych osób, stają się w ruchu zielonoświątkowym kolejnymi, którzy doprowadzają do rozłamów i rozbicia Kościoła. Zapewne każdy pastor zielonoświątkowy może to potwierdzić, bo nie ma zboru, w którym ten schemat by się nie powtarzał. Kiedyś pewien szacowny ewangelicki profesor teologii skonstatował, że najwięcej podziałów jest wśród zielonoświątkowców. Będąc świadkiem tej wypowiedzi, nie ukrywam, że w duchu musiałem zgodzić się z tym stwierdzeniem. To bardzo smutne, ale jakże niestety prawdziwe. Czy więc rzeczywiście zielonoświątkowcy nie potrafią na dłuższą metę być razem i budować wspólnie Królestwo Boże? Gdzie leży przyczyna ciągłego anarchizowania życia kościelnego? Anarchizowania, mam na myśli sprzeciwiania się i odrzucania kościelnego porządku. Czy bycie zielonoświątkowcem oznacza bycie nieomylnym, prowadzonym przez Ducha człowiekiem, który odrzuca tożsamość i porządek ustalony przez Boga? Te pytania dla mnie są o tyle nurtujące, ponieważ jako pastor od czasu do czasu zmagam się z takimi sytuacjami. Można by wręcz powiedzieć, że powodują one całkowite zniechęcenie i odbierają nadzieję, że będzie lepiej. Ponadto, wydaje mi się, że ludzie w kościele mogą wszystko mówić i robić, natomiast każdy pastor musi zachować dystans i dyplomację nie pokazując, że go to bardzo dotyka. Ruch zielonoświątkowy jest niewątpliwie danym od Boga odnowieniem rzeczy z czasów apostolskich, jednak zdaje się, że nie wszyscy, którzy w nim się znaleźli są odrodzonymi Dziećmi Bożymi. Nie uważam, że bycie zielonoświątkowcem oznacza bycie człowiekiem, któremu nie można zaufać i który rozbija jedność Ciała Jezusa. Ci, którzy tworzą różnego rodzaju opozycje i w atmosferze religijnej ekstazy rozbijają Kościół, nie są zielonoświątkowcami, ale zwiedzonymi przez demony religijności osobami, które wymagają raczej modlitwy a nie podążania za ich nawoływaniem. Tak więc, zielonoświątkowy jak sama nazwa wskazuje oznacza duchowy, bo przecież w Dzień Zielonych Świąt (żydowskie Pięćdziesiątnicy) Duch Święty zstąpił na Kościół. Duch Święty to jedność, pokój i miłość. Każdy, kto rozbija jedność ciała Jezusa, którym jest Kościół, nie pochodzi od Boga, nawet jeśli uważa się za chrześcijanina. Od osób, które tak się zachowują należy stronić, by samemu nie popaść w anarchię duchową. Anarchię, która ostatecznie prowadzi na bezdroża niewiary, a w konsekwencji powoduje utratę zbawienia.