środa, 3 października 2012

Moja wizja "Wolni w Chrystusie"



     Będąc młodym chłopcem zawsze gdzieś w głębi serca miałem świadomość Boga i przypominam sobie, jak w trudnych dla mnie momentach, kiedy już wszyscy spali, ja mówiłem do Niego. Zawierzałem Mu swoje życie, prosiłem o pomoc, oczekiwałem na odpowiedź. Tak minął mi okres dojrzewania, późne klasy liceum, pierwszy rok studiów. W tym czasie też zacząłem bardzo mocno odczuwać Jego powołanie. Wydawało mi się, że jedyną możliwością realizacji tego powołania jest bycie księdzem katolickim. Na pierwszym roku studiów stwierdziłem, że jednak chcę być księdzem i podjąłem kroki w celu przerwania studiów (studiowałem historię) i rozpoczęcia studiów teologicznych w seminarium. Można powiedzieć, że byłem bardzo zdeterminowany, aby to zrobić. Wtedy też poznałem pewną zakonnicę, która prowadziła grupę modlitewną i wspólnie z nią spotykałem się na cotygodniowych modlitwach. Od niej też otrzymałem pierwszą Biblię, ale kiedy zacząłem ją czytać, coraz bardziej przemawiały do mnie słowa Pana Jezusa, które zaprzeczały temu ,co widziałem w Kościele Rzymskim. Po roku kontaktów z ową zakonnicą i ustaleniu, że przerwę studia świeckie i rozpocznę studia w seminarium, tuż przed ich zakończeniem nabyłem na ulicy Biblię Warszawską. Sprzedał mi ją młody chłopak z kościoła Adwentystów i różniła się od tej, którą podarowała mi zakonnica. Egzemplarz, który dostałem od niej , był trzecim wydaniem Biblii Tysiąclecia. Obie różniły się tym, że ta pierwsza była z komentarzem w ujęciu katolickim i apokryfami, a druga bez komentarzy i bez apokryfów. Czytanie Biblii Warszawskiej sprawiało mi większą przyjemność i miałem wrażenie, że Bóg do mnie wyraźniej mówił przez nią . Im głębiej zapuszczałem się w lekturę Pisma Świętego, tym coraz bardziej widziałem sprzeczności istniejące w Kościele Rzymskim. Doprowadziło to do momentu, w którym zacząłem zastanawiać się czy moja decyzja o pójściu do seminarium katolickiego była właściwa. Pewnego dnia stało się tak, że spotkałem ludzi którzy żyli biblijnie i wyjaśnili mi do końca co znaczy nawrócić się i oddać życie Jezusowi. Pewnej nocy w grudniu 1990r. postanowiłem powierzyć swoje życie Jezusowi. I tak się zaczęła moja nowa droga z Jezusem. Krótko po tym fakcie, Bóg przemówił do mnie słowami z Pisma Świętego, w  których apostoł Paweł mówi do Tymoteusza „pełnij  służbę  ewangelisty, głoś Słowo w czas dogodny i niedogodny”. Zastało ono potwierdzone przez kilka osób, które w sposób proroczy nie znając siebie wzajemnie w przeciągu roku przekazały , to co ja otrzymałem wcześniej.
    Pisząc o tym wszystkim uświadamiam sobie, że Bóg już wtedy bardzo wyraźnie wskazywał mi na Swój plan i wizję dla mojego życia. Pojawiło się pragnienie zbawionych ludzi, tysięcy, setek tysięcy, milionów. Marzenie kościoła wolnego, silnego, niepodzielonego. Marzenie oglądania w naszym narodzie mocy Bożej, działającej wśród ludzi, uwalniającej i uzdrawiającej. To pragnienie było fundamentem mojego myślenia, za każdym razem kiedy Bóg powoływał mnie na nowe szczeble służby, od zwykłego członka kościoła poprzez lidera młodzieży do pastora. Dzisiaj wiem, że to pragnienie i ta wizja były inspirowane i są podsycane przez Ducha Świętego. Bóg pozwala, aby to się realizowało przez projekt misyjny „Wolni w Chrystusie”. Nazwa ta wskazuje na tożsamość , jaką każdy nowonarodzony chrześcijanin ma kiedy znajduje się całkowicie pod panowaniem Chrystusa. Wolność jako ujęcie tożsamości to wolność od nie tylko zniewolenia demonicznego, ale przede wszystkim jest synonimem wolnego, pełnego nadziei, radości życia, które jednak niepozbawione problemów jest życiem w pełni, pozbawione trosk i smutków. „Wolni w Chrystusie”  to skondensowana sieć relacji i działań ludzi, dla których Chrystus jest najważniejszą wartością, a wolność w Nim i służenie innym najważniejszym celem. W ramach tego projektu czy misji, jakkolwiek byśmy to nazwali, wierzę, że Bóg chce przez nas realizować swój plan w celu budowania Swojego Kościoła . W tej wizji, którą mam od Pana nie ma granic. Nie ma ograniczeń, nie ma limitów. Ta wizja mówi o tym, że Bóg nie ma limitu i jest Bogiem nowych początków. Tak więc konferencje, w przyszłości niedalekiej szkoła, seminaria, biuro pomocy dla osób, które potrzebują uwolnienia, publikacje multimedialne, krucjaty ewangelizacyjne to tylko narzędzia, którymi Bóg w Swojej Wielkości może się posłużyć, a my  w swojej pokorze  będziemy w niej uczestniczyć. Wizją „WwCH” nie jest budowanie autorytetu ludzi, a tym bardziej Jacka Heidenreich. Nie jest celem promowanie kolejnych idolów, ale przyniesienie ludziom, których Bóg zna -zbawienia, w treści którego znajduje się słowo „Wolność”.