piątek, 3 sierpnia 2012

Dylemat wielu - czy wierzący mogą mieć demona?

Podczas mojej posługi spotykam się często z pytaniami na temat istnienia demonów i ich mocy. Jednak w kręgach chrześcijańskich pojawia się w związku z tym  drugie pytanie. O wiele bardziej kontrowersyjne dla wielu i budzące postrach: Czy wierzący człowiek może mieć demona? Pytanie to pojawia się zwłaszcza podczas manifestacji, kiedy to tzw. "dobrzy chrześcijanie” nagle doświadczają niewytłumaczalnych dla siebie doznań natury duchowej i fizycznej. Poczucia obecności drugiej osoby w swoim wnętrzu, niekontrolowanych myśli, agresji czy  podejmują próby samobójcze itd. Nie będę w tym artykule poruszał kwestii samych objawów demonicznej aktywności, tym zajmę się w następnym. Natomiast fakt jest taki, że to właśnie często jest tak, że ludzie, którzy przyznają się do bycia członkami Kościoła Bożego doznają uwolnienia z demonicznego związania. Oczywiście budzi to szereg kontrowersji.
Wyjaśnienie tego tematu i problemów z tym związanych należy powiązać z właściwym rozumieniem definicji, dokładnym doprecyzowaniem, kim jest chrześcijanin i co wydarzyło się w jego życiu? Czytamy w Liście Jakuba 4:7 „Przeciwstawcie się diabłu,  ucieknie od was.” W liście do Efezjan 2:5-6 apostoł Paweł poucza kościół ogłaszając, że my którzy kiedyś byliśmy umarli z powodu grzechu, teraz jesteśmy zbawieni i wraz z Chrystusem wyniesieni ponad wszelką demoniczną zwierzchnością i mocą. Pan Jezus z kolei w Ewangelii Marka 16:17 powiada „…w Imieniu moim demony wyganiać będą…”. Tak więc to jest nasza pozycja i chrześcijanie nie powinni lękać się diabła, ale detronizować go i przepędzać. Jeśli jednak osoba, która uważa siebie za wierzącą, chodzi do wróżek, czyta horoskopy i w nie wierzy bardziej niż Bogu, szuka pomocy u różnego rodzaju uzdrowicieli (których dzisiaj nie brakuje) stosuje niekonwencjonalne metody leczenia ( sprzeczne z medycyną naukową a oparte na starodawnych wierzeniach), żyje życiem na co dzień dalekim od Boga, trwa w grzechu i nie chce się go pozbyć to tym samym otwiera się na działanie demonów w swoim życiu. Sam fakt, że ktoś chodzi do kościoła, dał się ochrzcić i nawet czyta od czasu do czasu Biblie, nazywa siebie chrześcijaninem nie daje gwarancji bycia wolnym od zagrożenia, jeżeli te zewnętrzne oznaki chrześcijaństwa nie są oparte na głębokim zaufaniu i posłuszeństwie Jezusowi. Wokół nas jest wielu letnich chrześcijan, którzy na pozór przybierają maskę pobożności. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o ich krytykę, ale raczej ukazanie problemu.
Prawdziwa definicja wierzącego chrześcijanina moim zdaniem jest taka:
Uwierzyłem przeto dałem się ochrzcić i przyłączyłem się do społeczności dzieci Bożych. Trwam w nauce apostolskiej w łamaniu chleba i modlitwie. Nie pozwalam sobie na wchodzenie na terytorium szatana , uciekam od grzechu i staram się żyć życiem uświęconym Łaską Pana Jezusa. Kiedy zdarzy mi się upaść przychodzę do mojego Pana i proszę Go o wybaczenie i obmycie moich grzechów Jego drogocenną barankową Krwią.
Tak zdefiniowany wierzący nie musi się bać Szata i jego demonów, i one nie mogą go opanować. Ponieważ Biblia wyraźnie uczy, że jesteśmy strzeżeni przez naszego Boga. Gdybym więc miał odpowiedzieć na pytanie zadane na początku to rzekłbym tak:
Prawdziwie wierzący chrześcijanin, który został zbawiony i ochrzczony Duchem Świętym nie może mieć demona!! Koniec kropka. Natomiast co zrobić wobec tego z tymi , którzy jako „wierzący” potrzebują uwolnienia? Należy przepędzić demony z ich życia i otoczyć opieką duszpasterską. Powinni od  momentu uwolnienia żyć życiem uświęconym. Zgodnie z tą definicją podaną wyżej.
Problem uwolnienia, aktywności demonicznej struktury królestwa ciemności , kroków do wolności i jak ją utrzymać podejmę w kolejnych artykułach. Niech ten krótki tekst będzie odpowiedzią na wątpliwości wielu.


Jacek Heidenreich