sobota, 13 lutego 2016

Refleksja


Kochani,
w życiu każdego przyjdzie taki moment, że będzie się żałować niektórych decyzji, gestów i słów. Staniemy przed absolutem tego, co nas nieuchronnie spotka. Nie będzie słów ani marzeń. Nawet bliskość osoby, którą kochaliśmy stanie się jak cień dawnych minionych dni. Czy warto więc kolejne chwile, które są przed nami, poświęcić na rzeczy kruche i bez znaczenia? Chrystus jest Tym Kimś, kto w chwili ostatecznego rozstania z tym światem, jest w stanie tylko nas z niego wyprowadzić, by otworzyć nową niebiańską rzeczywistość. Czy jednak jest On naszym Panem?

poniedziałek, 1 lutego 2016

Strach i lęk ? A może zaufanie i szczęście?


     Wszystko dzisiaj zaczyna zmieniać swoje znaczenie, wartości, sens życia, przyszłość i nawet bliskość osób, które wydawałoby się, że nas kochają i nigdy nas nie opuszczą. Zmienia się zarówno perspektywa postrzegania i oceniania rzeczywistości, ale też i waga słów i obietnic. Zastanawiam się skąd te nagłe przemiany? Czy ludzie nie mają refleksji? To znaczy my, czy jesteśmy aż tak zepsuci? A może jednak nie są to zmiany tylko odwieczny strach i lęk człowieka o przyszłość? O to, aby przetrwać. Może chodzi tu o to, że każdy z nas potrzebuje mieć poczucie nie tylko bezpieczeństwa, ale też poczucie spełnienia i szczęścia? 
     Jestem przekonany, że problem leży w naturze człowieka i jego potrzebie zaufania komuś, kto jest godny tego zaufania. Dla chrześcijan tym kimś jest Bóg, uosobiony w Ojcu i Synu i Duchu Świętym. Jezus jest tym, do którego zwracamy się w chwilach zwątpienia i doświadczeń. Po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus spotyka się z uczniami i wśród nich jest apostoł Tomasz, który przeszedł do historii z powodu swojej niewiary. Jest on przykładem współczesnego człowieka, który nie potrafi uwierzyć Słowu jeśli wcześniej nie zobaczy tego, co jest obiektem wiary. Jezus udowodnił Tomaszowi, kim naprawdę jest. Pozwolił mu włożyć dłonie w swoje rany. Efektem tego było uwierzenie przez Tomasza i wyznanie: "Pan mój i Bóg mój". W odpowiedzi na to, Chrystus wypowiada słowa: "Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." Tomasz zobaczył i uwierzył. Jednak nie to jest głównym przesłaniem Pana. Błogosławieni, czyli szczęśliwi ci, którzy uwierzą a nie muszą widzieć. Można by rzec, szczęśliwy jesteś kiedy wierzysz w Chrystusa Pana. W tym nie ma miejsca ani na strach ani na lęk. Człowiek szczęśliwy to człowiek pozbawiony obaw o jutro. By jednak to odkryć musimy poznać Jezusa, spotkać się z Nim i żyć w Nim. Mieć relacje i codzienny kontakt. Jego Obecność zamienia lęk i strach w zaufanie i szczęście. Kluczem do tego jest wiara, której nie można gromadzić jak kapitał w banku, ale którą każdego dnia trzeba budować poprzez relację z Jezusem.

środa, 6 stycznia 2016

Pseudochrześcijański język współczesnych faryzeuszów i uczonych w Pismie.

   
     Wchodzimy w Nowy Rok 2016, i niejako w sposób oczywisty, każdy z nas robi podsumowanie roku, który minął i jednocześnie zastanawia się, co przyniesie nam Nowy Rok. Dla mnie osobiście, każdy miniony rok jest oznaką Bożej Łaski. Jednocześnie upływający czas zmusza mnie do refleksji nad sobą. Myśląc o sobie, nie jestem w stanie oddzielić swojego życia od życia kościoła. Stał się dla mnie bowiem duchowym domem i schronieniem. Tym bardziej więc wszelkie działania, które mają miejsce w Ciele Chrystusa są dla mnie niezmiernie ważne i są częścią mnie. Chciałbym więc poruszyć temat, który nie ukrywam, od czasów liceum nurtował mnie i ciekawił. Jednocześnie wywołując uczucia zdziwienia i rozczarowania a czasami bólu. A mianowicie tą nurtującą mnie kwestią są podziały w łonie Kościoła, zarówno wertykalne (poziome w łonie samych denominacji), jak i horyzontalne (pionowe dzielące się na poszczególne odłamy w chrześcijaństwie).
     Z pozoru można by powiedzieć, że podziały były od samego początku powstania kościoła. O nich przecież pisze apostoł Paweł w 1 Kor. 3:4 "Albowiem jeden mówi: Ja jestem Pawłowy, a drugi: Ja Appolosowy, to czyż cieleśni nie jesteście?". Tak więc już słyszę te zarzuty rzucane w moim kierunku, że podziały to rzecz najzwyklejsza. To prawda, że dzisiejsze chrześcijaństwo dzieli się na prawosławie, katolicyzm, protestantyzm i wyrosły z niego potężnie rozwijający się ruch pentakostalny. Jako przedstawiciel tego ostatniego powinienem być szczęśliwy i zadowolony, że właśnie on rozwija się tak intensywnie. Zapewne jest to dzieło Ducha Świętego. A jednak nie do końca jestem zachwycony tym, co się w łonie samego pentakostalizmu dzieje. Nie tylko jednak tutaj, ale też w całym chrześcijaństwie. Chodzi mi o to, że podziały mają swoja przyczynę. Podziały i rozłamy nie dzieją się ot tak sobie. Ich geneza jest o wiele głębsza i poznanie jej u wielu rodzi rozczarowanie chrześcijaństwem.
     Kiedy Paweł mówi o podziałach w Koryncie, podaje przyczyny, i jakże blado i smutno wygląda wtedy pobożność chrześcijan z Koryntu. Otóż w cytowanym fragmencie, ale w wersetach od 1 do 3 powiada: "I ja, bracia, nie mogłem mówić do was jako do duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Poiłem was mlekiem, nie stałym pokarmem, bo jeszcze go przyjąć nie mogliście, a i teraz nie możecie. Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro miedzy wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i na sposób ludzki nie postępujecie?". Diagnoza Pawła jest druzgocąca. Koryntianie dzielili się, bo nie rozumieli, czym tak naprawdę jest bycie dojrzałym w Bogu. Zabrakło im stałego pokarmu, tego pokarmu, który we właściwy sposób odżywi ich i spowoduje, że będą w stanie zobaczyć rzeczy najważniejsze, a nie te nic nie znaczące. Przykład Koryntian bardzo dobrze ilustruje całą historię kościoła. W każdym wieku jego istnienia, ludzie niedojrzali duchowo a jednocześnie cieleśni, atakowali się nawzajem i apogeum tego widzieliśmy zarówno w wiekach średnich, gdzie działała Inkwizycja paląc na stosach heretyków, jak i w czasach reformacji, gdzie po obu stronach katolickiej i protestanckiej palono stosy, mordowano się nawzajem w Imię tego samego Chrystusa. Po obu stronach barykady powoływano się na Boga i Jego Słowo. Przywoływano na pomoc Ducha Świętego. Odprawiano msze i nabożeństwa, aby za chwilę z nienawiści podrzynać gardła innowierców. Ten, na szczęście już historyczny, obraz chrześcijaństwa jest tylko historią. Ale czy jest możliwe, aby dzisiaj pozostało coś z tej pawłowej diagnozy? I tutaj leży przyczyna, dla której ośmieliłem się ten temat poruszyć. Bowiem w momencie mojego nawrócenia, kiedy powierzyłem swoje życie mojemu Cudownemu Zbawicielowi niemalże 26 lat temu, byłem przekonany, że nowonarodzenie zmienia człowieka z wilka na owcę. Z takiego, co nienawidzi, w takiego, co przebacza i kocha innych ludzi. Wyraża to poprzez słowa, gesty i czyny. Niestety dość szybko obudziłem się z tego snu. Zobaczyłem chrześcijan modlących się podczas nabożeństw, prorokujących i wielbiących Boga, a jednocześnie, kiedy kończyły się nabożne rytuały, zamieniających się w oskarżycieli innych, krytykantów i często bezdusznych intrygantów i plotkarzy. Oceniających z pewnością nie tylko swoich braci w wierze, ale siejących czasami wręcz nienawiść do wszystkich innych denominacji, które nie podzielały ich poglądów.
     Początkowo próbowałem, już jako młody kaznodzieja nauczać, że jest to złe i piętnować takie postawy. Niestety po kilkunastu latach czułem się jakbym walczył z potworem, któremu po ścięciu głowy wyrasta nowa. Walka z wiatrakami. Towarzyszące temu rozczarowanie i ból sprawiały, że miałem ochotę uciec. Pan pokazał mi podczas studiowania Pisma, że ma to duchową przyczynę. Ludzie cieleśni w kościele. Są jak ślepcy. Nie dostrzegają istoty uczniostwa Jezusa. Zrozumienie tego wyzwoliło mnie z chęci ucieczki i dało mi większą motywację, aby śmiało głosić Prawdę. W dobie internetu, gdzie każdy może wyrażać swoje poglądy na portalach społecznościowych, forach internetowych czy komentując na różnych platformach, możemy zetknąć się z ogromem hejtu ze strony tzw. chrześcijan. Czy są to, aby naprawdę uczniowie Jezusa? Czy jest możliwe, aby ten kto powołuje się na wiedzę biblijną, jest oczytany w książkach teologicznych, ba, pełni rolę duchowego przewodnika dla innych, jednocześnie wyrażał swoje poglądy w stosunku do tych, którzy usługują w Ciele Jezusa, w sposób pełen nienawiści, plugawych wyrażeń, wręcz inwektyw? Jaki duch kryje się za oskarżaniem się nawzajem o posiadanie demonów lub kierowanie do piekła? Co za zwiedzenie przychodzi do tych, którzy wybielając się i uważając, że mają poznanie Prawdy depczą po innych, zabijając językiem jak walczące ze sobą armie "chrześcijan" w czasie wojen religijnych w XVI wieku?
     Stawiając te pytania jestem poruszony, bo nie tylko mogę to widzieć, ale też być obiektem hejtu w internecie. Wiem, że to bardzo boli, ale nie dlatego, że jest się o coś oskarżanym. Boli dlatego, że po 2000 lat istnienia kościoła, nadal istnieją chrześcijańscy faryzeusze. To najbardziej boli. Po czym ich można poznać? Pan Jezus powiedział: poznacie ludzi po ich owocach. Jaki jest owoc takie jest drzewo. Jeśli owoc jest cierpki i twardy, jeśli po jego zjedzeniu masz ochotę wymiotować, to należy takiego owocu nigdy więcej nie jeść. Tym cierpkim, twardym owocem dla mnie, współcześnie są te wszystkie ataki na ludzi kościoła ze strony tych "świętych" i "właściwie wierzących", którzy mają misję niszczenia innych w imię Chrystusa. Rzekomo to oni mają poznanie, a wszyscy inni są w błędzie. Przy tym posuwają się często do kłamstwa przeszytego nienawiścią. Aż strach pomysleć, co by było, gdyby oni żyli w czasach reformacji. Z pewnością zasilali by szeregi tych walczących ogniem i mieczem w imię Jedynej Prawdy.
     Prawdziwym owocem Jezusa jest miłość. Ta miłość pełna łagodności i cierpliwości. On, gdy mu złorzeczono, nie odezwał się. Prawdziwych uczniów Jezusa poznaje się po tym, że są pokorni i cichego serca. Przekładając na współczesność te słowa, chcę powiedzieć: różnijmy się w poglądach, dyskutujmy, polemizujmy, ale nie zapomnijmy, że wszyscy staniemy przed Ojcem. Nie zapomnijmy o wzajemnym szacunku i przede wszystkim nie siejmy nienawiści do siebie. Zamiast tego, kiedy z czymś się nie zgadzamy, wyraźmy to w sposób godny Jezusa!


P.S.
Mógłbym zacytować kilka obraźliwych słów, które również zostały kiedyś napisane w komentarzach na tym blogu oraz na innych stronach. Nie dam jednak diabłu satysfakcji i nie będę go reklamować. A tym, którzy używają języka nienawiści i cielesności w stosunku do mnie, z serca przebaczam. :)